Wpisy oznaczone ‘Asyż’

Miejsca Franciszkańskie

   Autor: admin    kategoria: Miejsca Franciszkańskie

ŚWIĘTE MIEJSCA FRANCISZKAŃSKIE


Pragnę zaprosić Państwa w podróż sentymentalną śladami św. Franciszka, do wybranych miejsc związanych z jego życiem. Poruszać się będziemy po pięknej ziemi Włoskiej, a w szczególności udamy się do małej krainy w centralnej części kraju zwanej Umbrią.

Stolicą tego, w Polsce powiedzielibyśmy, województwa jest Perugia. Niedaleko znajduje się Asyż, miejsce rodzinne św. Franciszka, w którym zabawimy najdłużej w naszej podróży.

Asyż zbudowany został na skalistym, zachodnim zboczu Monte Subasio (1290 m n.p.m.) i ograniczony jest od strony północnej głębokim wąwozem potoku Tescio, a od południa rozległą równiną Umbrii.

Swój niepowtarzalny urok zawdzięcza nie tylko położeniu, ale także zapisowi w ustawach miejskich, zabraniającemu budowania z innego kamienia niż dotychczas wykorzystywana skała.


Naszą wirtualną podróż rozpoczniemy od prawdopodobnego miejsca urodzin św. Franciszka.

 San Francesco Piccolino

Małe oratorium San Francesco Piccolino znajduje się najprawdopodobniej w budynku, który był domem św. Franciszka. Na drzwiach widnieje łaciński napis: „Oratorium to było kiedyś stajnią dla wołu i osła, w której narodził się święty Franciszek, zwierciadło świata”. Matka Franciszka miała schronić się w tym miejscu, aby wydać na świat swego syna. Oczywiście chodzi tu o legendę, będącą owocem daleko posuniętych dociekań nad podobieństwem życia św. Franciszka do życia Chrystusa.

Przed domem widzimy postacie rodziców Piki i Piotra Bernardone – bogatych kupców handlujących tkaninami. To te tkaniny młody Franciszek sprzedawał, aby uzyskać pieniądze na remont Kościoła San Damiano po nawróceniu.

 

 

 

 

San Damiano

Skoro jesteśmy już przy nawróceniu przyjrzyjmy się miejscu o szczególnym znaczeniu w tym procesie.

 

Przemiana św. Franciszka trwała kilka miesięcy, sprzyjała jej samotność podczas więzienia i długiej choroby po wojnie z Perugią. Jesienią 1205 r. po tych wydarzeniach Franciszek wszedł po raz pierwszy do małego kościoła św. Damiana. Podczas modlitwy wydało mu się, że wielki krzyż bizantyński przemawia do niego.

 

Tak przedstawiają to wydarzenie biografowie:

„Gdy przechodził koło kościoła św. Damiana, wewnętrzny głos rzekł mu, by wszedł tam na modlitwę. Wszedł więc i gorliwie zaczął się modlić przed wizerunkiem Chrystusa na krzyżu, który przemówił do niego łagodnie i słodko, mówiąc mu: „Franciszku, nie widzisz, że mój dom chyli się ku ruinie? Idź więc i napraw go dla mnie”.

Drżący i zdumiony odparł: „Chętnie to uczynię, Panie”. Myślał, że chodziło o kościół św. Damiana, któremu z powodu. starości groziła całkowita ruina. Słowa te napełniły go wielką radością i zapaliły światłem, bo w duszy swej prawdziwie odczuł, że to Ukrzyżowany Chrystus przemówił do niego” (Legenda trzech towarzyszy, 13).

Franciszek pierwotnie zrozumiał to polecenie dosłownie i zaczął odbudowywać zrujnowaną świątynię, dopiero później zrozumiał, że Chrystus mówił o żywym Kościele wierzących.

Kompleks klasztorny posiada wirydarz, o harmonijnej i bardzo prostej architekturze. Jest on oazą pokoju, gdzie milczenie przerywa jedynie szczebiot jaskółek, które gnieżdżą się tutaj bardzo licznie. Według zeznań zawartych w aktach Procesu kanonizacyjnego, w tym miejscu chora św. Klara we wrześniu 1240 r. wybłagała w modlitwie przed Najświętszym Sakramentem uwolnienie obleganego klasztoru i miasta od Saracenów Fryderyka II.

 

 

 

 

 

 

 

Rivo Torto

Poza murami starego miasta znajduje się także pierwszy dom tworzącego się zakonu Rivo Torto. Kościołem pierwszych franciszkanów było otwarte niebo.

Bracia wznieśli przed domem drewniany krzyż i modlili się zgromadzeni wokół niego. Trzy lata spędzone w Rivo Torto mają zasadnicze znaczenie dla historii ruchu franciszkańskiego: jest to bowiem okres całkowicie poświęcony formacji. Franciszek będzie wspominał ten czas przez resztę życia z wielką tęsknotą i rozrzewnieniem. To właśnie w Rivo Torto tutaj opracowana została pierwsza Reguła, ustnie zaaprobowana przez Innocentego III w 1209 r.

Epizod z życia małej wspólnoty w Rivo Torto, który chciałabym Państwu w tym miejscu opowiedzieć ukazuje bardzo wyraźnie takt i delikatność św. Franciszka.

„Błogosławiony Franciszek w początkach Zakonu, to znaczy w okresie, gdy zaczynał gromadzić wokół siebie braci, przebywał z nimi w Rivo Torto. Pewnego razu, około północy, gdy wszyscy spali na swych nędznych słomiankach, jeden z braci zaczął krzyczeć: „Umieram! Umieram!”. Błogosławiony Franciszek podniósł się i powiedział: „Powstańcie bracia i zapalcie światło!” Gdy zapalono kaganek, Franciszek zapytał: „Kto krzyczał: Umieram?” Jeden z braci powiedział: „To ja!” Błogosławiony Franciszek mówi mu: „Co ci jest, bracie, iż wydaje ci się, że umierasz?” – „Umieram z głodu” – odpowiedział. Błogosławiony Franciszek, pełen miłosierdzia i wyrozumienia, nie chciał, aby brat wstydził się, że je sam. Kazał więc natychmiast przygotować posiłek dla wszystkich. Trzeba zaznaczyć, że brat ten wespół z innymi świeżo nawróconymi nałożył swemu ciału zbyt wielkie umartwienia. Po posiłku błogosławiony Franciszek powiedział: „Moi bracia, radzę wam, niech każdy liczy się ze swoimi potrzebami. Jeżeli któryś z was może jeść mniej niż drugi, nie chcę, aby ten, który potrzebuje jeść więcej, starał się naśladować tamtego. Niech każdy daje swemu ciału to, co konieczne. Jeżeli w jedzeniu i przyjmowaniu napoju mamy obowiązek nie przekraczać miary, bo szkodzi to ciału i duszy, tym bardziej powinniśmy się wystrzegać nadmiernego umartwienia, gdyż Bóg chce miłosierdzia, a nie ofiary”


Porcjunkula

Oddalimy się jeszcze kawałek od starego miasta otoczonego murami, aby znaleźć się w potężnej bazylice Matki Bożej Anielskiej, która pozostała centrum życia franciszkańskiego do dzisiaj.

Obecna bazylika została wybudowana z woli św. Piusa V w latach 1569-1679. Należy ona do najokazalszych świątyń chrześcijaństwa. W r. 1909 św. Pius X podniósł ją do godności bazyliki patriarchalnej i potwierdził jej tytuł „Głowy i Matki całego Zakonu Braci Mniejszych”.

W środku Kościoła znajduje się właściwa Porcjunkula. Początki kaplicy sięgają IV w. Jest to mały budynek na prostokątnym planie z niewielką absydą. Gotyckie sklepienie, podobne do sklepienia kościoła św. Damiana, zbudowane zostało przez samego św. Franciszka. Kiedy bowiem Święty postanowił zamieszkać przy Porcjunkuli, kapliczka nie miała dachu, a tylko prostokątne ściany.

Benedyktyni wydzierżawili ją św. Franciszkowi w zamian za symboliczny koszyk ryb złowionych w strumieniu Tescio, dawany im co roku. Chcieli ofiarować Franciszkowi kapliczkę na własność, ale on, posłuszny zasadzie ubóstwa odmówił przyjęcia daru i prosił, aby zechcieli brać od niego symboliczny czynsz.

Franciszek osiedlił się w Porcjunkuli wraz z innymi braćmi na trzy lata, do roku 1209, kiedy to w związku ze stale zwiększającą się liczbą towarzyszy, przeniósł swoją małą wspólnotę do Rivo Torto. Wrócił do Porcjunkuli w 1211 r. i założył tutaj pierwsze miejsce franciszkańskie: nazwał je miejscem a nie klasztorem, jako że w słowie klasztor zawierało się znaczenie posiadania i stabilizacji. Wokół kapliczki, w lesie, wyrosły posplatane z gałęzi i ulepione z gliny szałasy, gdzie bracia spali na workach wypełnionych słomą. Porcjunkula była miejscem zebrań i wspólnej modlitwy.

To tutaj Św. Franciszek pewnej zimowej nocy, kuszony przez diabła, rzucił się, zdarłszy z siebie wcześniej szaty, w zarośla kolczastych krzewów. Kolce porozrywały jego ciało, a krew spłynęła na liście. Za sprawą cudu kolce jednak zaraz zniknęły, a krzaki zamieniły się w kwitnące krzewy róż. Ogród różany rozkwita regularnie każdej wiosny. Krzewy nie mają jednak kolców, a liście znaczą czerwone plamy podobne do kropli krwi. Wierni zabierają je ze sobą na pamiątkę.

Ciekawostką dla zwiedzających jest również figurka św. Franciszka w jednym z wirydarzy. W koszyku trzymanym przez Świętego gnieżdżą się gołębie i nie opuszczają tego miejsca od lat. Przypominają o tym jak bardzo nasz ojciec umiłował ptaki i wszelkie stworzenia Boże.

W 1216 roku Franciszkowi objawił się Jezus, który obiecał zakonnikowi odpust zupełny dla wszystkich, którzy po spowiedzi i przyjęciu Komunii świętej odwiedzą kapliczkę Porcjunkuli. Na prośbę Franciszka przywilej ten został zatwierdzony przez papieża Honoriusza III, a kolejni papieże potwierdzali go.


Zanim wrócimy z powrotem za mury Asyskie, chciałabym pokazać Państwu kilka miejsc, do których zawędrował św. Franciszek, i opowiedzieć historie z nimi związane

Gubbio

Pierwszym z nich będzie Gubbio. Miejscowość ta leży 40 km od Asyżu. Właśnie w jego kierunku wyruszył Franciszek po swoim „obnażeniu się przed biskupem”.

Miasto zachowało średniowieczny wygląd i wiele pięknych zabytków. Z miejscem tym wiążą się różne wydarzenia, najbardziej znanym wydarzeniem związanym jest Gubbio jest historia o wilku.

Kiedy święty Franciszek bawił w mieście Gubbio, zjawił się w okolicy ogromny wilk, straszny i dziki, który pożerał nie tylko zwierzęta, lecz i ludzi, tak że wszyscy mieszkańcy w wielkim żyli strachu, jako że często podchodził pod miasto.
Wychodząc z miasta, wszyscy brali broń z sobą, jak gdyby szli do bitwy.

Mimo to, kto z nim sam na sam się spotkał, nie mógł mu się obronić.

Ze strachu przed tym wilkiem doszło do tego, że nikt nie ważył się za miasto wychodzić.

Przeto święty Franciszek, litując się ludziom tego miasta, postanowił wyjść do wilka, acz mieszkańcy zgoła nie doradzali mu tego. I uczyniwszy znak krzyża świętego, wyszedł za miasto z towarzyszami swymi, pokładając ufność całą w Bogu.

Kiedy inni wahali się iść dalej, ruszył święty Franciszek w drogę ku miejscu, gdzie wilk miał leże.

I oto w obliczu wielu mieszczan, którzy przyszli na ten cud patrzeć, wyszedł wilk naprzeciw świętego Franciszka z otwartą paszczą.

Święty Franciszek, zbliżając się doń, uczynił znak krzyża świętego i przywołał go ku sobie, i rzekł: „Pójdź tu, bracie wilku. Rozkazuję ci w imię Chrystusa nie czynić nic złego ni mnie, ni nikomu”.

I dziw! Ledwo święty Franciszek uczynił znak krzyża, straszliwy wilk zamknął paszczę i stanął.

A kiedy święty Franciszek wydał rozkaz, podszedł łagodnie jak baranek i położył się u stóp świętego Franciszka. Wówczas święty Franciszek rzekł: „Bracie wilku, wyrządzasz wiele szkód w tej okolicy i popełniłeś moc złego, niszcząc i zabijając wiele stworzeń bez pozwolenia Boga. A zabijałeś i pożerałeś nie tylko zwierzęta, lecz śmiałeś zabijać i ludzi, stworzonych na podobieństwo Boskie. Przeto zasłużyłeś na stryczek, jako złodziej i zbójca najgorszy, i lud cały krzyczy i szemrze przeciw tobie, i cała okolica jest tobie wroga. Lecz zawrę bracie wilku pokój między tobą a nimi, byś ich nie krzywdził więcej, a oni przebaczą ci wszelką urazę dawną i ani ludzie, ni psy nie będą cię już prześladować”.

Po tym słowach okazywał wilk ruchami ciała, ogona i oczu, że zgadza się na to, co mu rzekł święty Franciszek, i że będzie tego przestrzegał.

Wówczas święty Franciszek powtórzył: „Bracie wilku, skoro postanawiasz zawrzeć i dzierżyć pokój, przyrzekam ci, że skłonię ludzi z tej okolicy, by żywili cię, dopóki żyć będziesz, tak że nie doznasz już głodu. Wiem bowiem, że skutkiem głodu popełniłeś zło wszelkie. Lecz wyświadczając ci tę łaskę, pragnę, bracie wilku, byś mi obiecał, że nie będziesz nigdy szkodził nikomu z ludzi ni zwierząt. Obiecujesz mi to?”

Wilk skinieniem głowy dał znak wyraźny, że obiecuje.

A święty Franciszek rzekł: „Bracie wilku, pragnę, byś dał mi porękę swej obietnicy, iżbym mógł jej zaufać”.

I kiedy święty Franciszek wyciągnął dłoń, by przyjąć jego porękę, wilk podniósł w górę łapę i poufale położył ją na dłoni świętego Franciszka, dając mu znak wierności, jak umiał.

Wówczas święty Franciszek rzekł: „Bracie wilku, rozkazuję ci w imię Jezusa Chrystusa pójść teraz ze mną, bez zwłoki. Chodź zawrzeć pokój w imię Boże”.

A wilk poszedł za nim posłusznie, wzorem łagodnego jagnięcia, co widząc mieszczanie dziwowali się wielce.

I wnet rozeszła się wieść o tym po całym mieście, więc wszyscy ludzie, mężczyźni i kobiety, wielcy i mali, młodzi i starzy, ciągnęli na plac, by widzieć wilka ze świętym Franciszkiem.

Kiedy zeszła się ludność cała, powstał święty Franciszek, by kazać do nich, i rzekł między innymi, że skutkiem grzechów Bóg dopuszcza takie rzeczy i zarazy, i że ogień piekielny, który ma trwać wiecznie dla potępionych, jest daleko straszniejszy niż wściekłość wilka, który tylko ciało zabić może. Jakże więc bać się należy paszczy piekła, skoro paszcza małego zwierzęcia przejmuje strachem i drżeniem takie mnóstwo!

„Powróćcie więc, najdrożsi, do Boga i czyńcie winną pokutę za grzechy wasze, a Bóg uwolni was od wilka w tym życiu, a w przyszłym od ognia piekielnego”.

Skończywszy kazać, święty Franciszek rzekł: „Słyszycie, bracia moi. Brat wilk, który tu stoi przed wami, obiecał mi i poręczył, że zawrze pokój z wami i nie ukrzywdzi was nigdy w niczym, a wy obiecajcie mu dawać co dzień, co konieczne; a ja zaręczam za niego, że przestrzegać będzie ściśle umówionego pokoju”.

Wówczas ludność cała przyrzekła jednogłośnie karmić go stale.

A święty Franciszek rzekł wobec wszystkich do wilka: „A ty, bracie wilku, przyrzekasz przestrzegać względem tych oto pokojowego układu, że nie ukrzywdzisz ani ludzi, ani zwierząt, ani żadnego stworzenia?”

Wilk ukląkł, pochylił głowę i łagodnymi ruchy ciała, ogona i uszu okazywał, jak mógł, że będzie przestrzegać układu.

Święty Franciszek rzekł: „Bracie wilku, jakeś mi dał porękę tej obietnicy za bramą, tak pragnę, byś mi wobec ludu całego dał jaki dowód przyrzeczenia, byś mnie nie okpił co do obietnicy i poręki, którą dałem za ciebie”.

Wówczas wilk podniósł prawą łapę i położył ją na dłoni świętego Franciszka.

Zdarzenie to i opowiedziane powyżej wzbudziły taką radość i podziw wśród ludu, równie dla pobożności świętego, jak dla nowości cudu i pokoju z wilkiem, że wszyscy jęli krzyczeć ku niebu, chwaląc i błogosławiąc Boga, który im zesłał świętego Franciszka, by ich dla zasług swoich wyzwolił z paszczy okrutnego zwierza.

Żył potem wilk wspomniany dwa lata w Gubbio; chadzał poufale po domach od drzwi do drzwi, nie czyniąc zła nikomu i nie doznając go od nikogo. A ludzie żywili go uprzejmie.

Kiedy tak chadzał po okolicy i po domach, nigdy pies żaden za nim nie szczeknął.

W końcu, po dwóch latach, brat wilk umarł ze starości, nad czym mieszczanie ubolewali wielce, bowiem widząc go chodzącego tak łagodnie po mieście, pamiętali lepiej o cnocie i świętości świętego Franciszka.

Greccio

Już poza regionem Umbryjskim znajduje się niewielka miejscowość Greccio. Początki Greccio sięgają średniowiecza. Miejscowość leży na zboczu góry na wysokości 750 m n.p.m. i liczy około 1500 mieszkańców.

Klasztor, otoczony lasem dębowym, leży nieco ponad dwa kilometry od wsi. Miejsce to było bliskie Franciszkowi, ponieważ uważał je za „bogate ubóstwem”. Miłował tę wieś również dlatego, że jak sam często powtarzał: „W żadnym wielkim mieście nie wiedziałem tylu nawróceń, jak w tym mały Greccio”. Gdy bracia wieczorem śpiewali Panu, mieszkańcy zamku wychodzili i przyłączali się do braci.

Tu miało miejsce pamiętne świętowanie przez Franciszka Bożego Narodzenia. Na jego prośbę przygotowano żłób, kładąc w nim siano, a do groty wprowadzając wołu i osła. Prostota otoczona jest czcią, wywyższone zostaje ubóstwo, zalecona wszystkim pokora, a Greccio staje się jakby nowym Betlejem. To była pierwsza żywa szopka upamiętniająca Narodzenie Pańskie.

 

Alwernia

Jednym z ukochanych miejsc, do których często wędrował święty jest położona na północ od Umbrii Alwernia.

W 1213 r. Orlando Catani, hrabia Chiusi, podarował górę La Verna (Alwernię) Franciszkowi. Święty przebywał tutaj wielokrotnie i jego biografowie przytaczają różne wydarzenia, jakie się dokonały na Alwernii.W sierpniu 1224 r. Franciszek udał się na Alwernię, aby pościć przez 40 dni przed uroczystością św. Michała Archanioła. Wchodząc na górę, sprawił – chcąc ugasić pragnienie wieśniaka, który mu towarzyszył – że cudownie wytrysnęło źródło.

14 lub 15 września 1224 r. Franciszek otrzymał na Alwernii stygmaty męki Pana. Tak to wydarzenie opisuje Tomasz z Celano:

„W czasie swego pobytu w pustelni, która od miejsca położenia nazywana jest „Alwernią”, na dwa lata przed oddaniem swej duszy niebu, Franciszek ujrzał w widzeniu Bożym jakiegoś męża – jakoby Serafina, mającego sześć skrzydeł, uniesionego nad nim z rozłożonymi rękami i złączonymi stopami, i tak przybitego do krzyża. Dwa skrzydła wznosiły się ponad głową, dwa były rozpostarte do lotu, a dwa pozostałe okrywały całe ciało. Na ten widok błogosławiony sługa Najwyższego napełniony został niezmiernym podziwem, ale co miałoby znaczyć to widzenie, nie wiedział. Cieszył się bardzo i radował niewymownie, gdy widział, że Serafin patrzy nań ze słodyczą i miłością ; jego piękno było nie do opisania, ale przerażało owo przybicie do krzyża i srogość tej męki. Franciszek powstał więc – by tak rzec – radosny i smutny zarazem, bo radość i smutek na przemian go przenikały. Usilnie rozważał, cóż miałoby znaczyć to widzenie i dlatego był bardzo zaniepokojony.

Gdy jednak nadal wyraźnie niczego nie rozumiał i pozostawał zaniepokojony niezwykłością widzenia, oto na jego rękach i nogach zaczęły się ukazywać znaki gwoździ, jakie przed chwilą widział u męża ukrzyżowanego.

Jego ręce i nogi były przebite w środku gwoźdźmi. Główki gwoździ wystawały od strony wewnętrznej rąk i wierzchniej stóp, a końce – z przeciwnej strony. Znaki te na rękach były okrągłe od wewnątrz, na zewnątrz zaś podłużne i wyglądały jak końce gwoździ, utworzone jak gdyby z narośli ciała, stępione i zagięte. Na stopach wyciśnięte były podobne znaki wystających gwoździ. Także na prawym boku. jakby przebitym włócznią, widniała rana, z której często płynęła krew, tak że jego tunika i spodnie wielokroć zraszane były świętą krwią.”

Na zdjęciu widzą Państwo grotę, w której św. Franciszek modlił się i odpoczywał na gołej skale.


Czas wrócić już do Asyżu i do ostatniego miejsca związanego z postacią św. Franciszka, miejsca spoczynku jego doczesnych szczątków.

Bazylika św. Franciszka

Prace przy budowie Bazyliki św. Franciszka zostały rozpoczęte w 1228 r., zaledwie w dwa lata po śmierci Świętego. Skalisty i nierówny teren, wznoszący się nad doliną potoku Tescio na północy i ponad równiną umbryjską na południu, ofiarowany został Zakonowi Braci Mniejszych przez mieszkańców Asyżu, ale wpisany jest w księgach wieczystych jako własność papieża Grzegorza IX, jako że Reguła franciszkańska zabrania posiadania jakiejkolwiek własności. Z zapisu notarialnego wynika więc, że kościół i klasztor należą do Watykanu.

Miejsce, które w tamtych czasach nazywane było Piekielnym Szczytem ponieważ wykonywane tu byty wyroki śmierci, zamieniło się w Rajskie Wzgórze, jako że przechowywane są tutaj śmiertelne szczątki św. Franciszka.

Historia grobu św. Franciszka

Św. Franciszek umarł w Porcjunkuli w sobotę wieczorem 3 października 1226 r. Następnego dnia złożono jego ciało do drewnianej trumny, przeniesiono procesjonalnie do Asyżu i pochowano w kościele św. Jerzego. Aby uchronić ciało przed ewentualną kradzieżą, umieszczono je później w kamiennym sarkofagu, otwartym, od góry, opasanym wokół żelazną kratą. Górna krata pozwalała widzieć ciało Franciszka, a ponieważ była bardzo gęsta, chroniła je przed złymi rękoma. 25 maja 1230 r. miało miejsce uroczyste przeniesienie ciała Świętego do nowej bazyliki, jemu poświęconej. Przygotowano specjalny powóz ciągnięty przez kilka par wołów, przykrytych purpurą. Na powozie umieszczono sarkofag z cenną relikwią. Pochód przeszedł głównymi ulicami Asyżu. Kiedy zbliżył się do bazyliki, grupa rycerzy, przysłana przez władze miejskie w porozumieniu z bratem Eliaszem, podeszła do powozu, wzięła sarkofag i wniosła go do świątyni, zamykając natychmiast drzwi przed braćmi i całym ludem, biorącym udział w uroczystości. Eliasz ukrył ciało św. Franciszka w otworze wydrążonym w skale pod głównym ołtarzem kościoła dolnego. Aż do czasów papieża Sykstusa IV (1471-1484) można było zobaczyć ciało Świętego dzięki małemu korytarzykowi podziemnemu, który prowadził do samego sarkofagu. Przywileju tego udzielano rzadko i tylko wielkim osobistościom, np. papieżom i przełożonym generalnym Zakonu podczas ich wizyty w klasztorze. Prawdopodobnie za pontyfikatu wspomnianego papieża zamurowano ów korytarzyk i odtąd grób stał się zupełnie niedostępny.

Dopiero pod koniec 1818 r., za pozwoleniem papieża Piusa VII, zaczęto poszukiwania tego grobu. Odkryto go 12 grudnia tegoż roku po 52 mozolnych nocach (prace były prowadzone pod posadzką i nocami ze względu na bezpieczeństwo oraz by nie stwarzać sensacji). Po kanonicznej rekognicji szczątki śmiertelne św. Franciszka zawinięto w jedwabne sukno i złożono do mosiężnej trumny, pokrytej wewnątrz cienką warstwą złota, zamkniętej na dwa klucze, z których jeden (w formie „S”) został powierzony kustoszowi klasztoru, drugi natomiast (w formie „F”) – biskupowi Asyżu.

Niezwłocznie przystąpiono do budowy krypty pod kościołem dolnym, w miejscu, gdzie odkryto grób. Prace trwały 5 lat. 4 października 1824 r. przeniesiono doczesne szczątki Świętego z zakrystii, gdzie były przechowywane podczas budowy krypty, i złożono je w dawnym miejscu. Mosiężna trumna spoczęła w kamiennym sarkofagu (w tym pierwotnym, jeszcze z kościoła św. Jerzego). U góry i u dołu sarkofagu położono z powrotem dwie żelazne kraty, połączone ze sobą żelaznymi prętami i zalutowane w dziesięciu miejscach.

24 stycznia 1978 r., na mocy specjalnej autoryzacji papieża Pawła VI, ponownie otwarto grób św. Franciszka. Chodziło przede wszystkim o lepsze jego zabezpieczenie, gdyż dotychczasowe zamknięcie sarkofagu nie dawało należytej gwarancji. Po dokonaniu nowej rekognicji szczątki św. Franciszka złożono w przeźroczystej trumnie z pleksiglasu, hermetycznie zamkniętej. Tę umieszczono z kolei w poprzedniej trumnie metalowej (zamkniętej na dwa klucze, jak w 1819 r.), a obydwie razem – w dawnym sarkofagu.

Dziękuję Państwu za uważną lekturę i mam nadzieję, że moja opowieść stała się zachętą do pielgrzymowania do tych świętych miejsc franciszkańskich.

Opracowanie: Magdalena Krajewska

Zdjęcia i ilustracje: Anna Sowińska

Film z Asyżu:

Udostępnij na:
  • Facebook
  • Śledzik
  • Digg
  • Wykop
  • del.icio.us
  • LinkedIn
  • Google Buzz
  • Google Bookmarks
  • RSS
  • email
  • Drukuj

Tagi: , , , , , , ,