PYTANIA POMOCNICZE:
1.Miłość Chrystusa
Czy wierzę w bezgraniczną miłość Chrystusa do mnie?
Czy odczułem ją kiedyś w sposób „namacalny”
Kiedy ostatnio wyznałem Bogu miłość?
2.Radość Chrystusa
Czy odczuwam wewnętrzną radość płynącą ze świadomości bycia umiłowanym przez Jezusa?
Czy codzienne troski, smutki i wydarzenia przesłaniają mi prawdziwą radość?
Czy potrafię przekazać bliźnim swoją radość i mówić o niej głośno?
3. Przyjaźń Chrystusa
Czy mam świadomość wybrania przez Jezusa?
W jakim stopniu pozwoliłem się już Jemu pochwycić?
Czym jest dla mnie przyjaźń?
Jakie cechy przyjaźni cenię sobie najbardziej?
Co jestem w stanie dać przyjaciołom?Czy jest to coś zewnętrznego, czy też część siebie samego, serca, miłości, życia?
Czego mogę nauczyć się o przyjaźni od Jezusa?
Wytrwajcie w miłości mojej! – J 15, 9-17
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali”.
komentarz
1. Miłość Chrystusowa.
„To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali”. Przykazanie miłości jest najważniejszym i największym przykazaniem Bożym. Bóg jest Miłością i cały wyraża się poprzez Miłość. Miłość jest siłą sprawczą, siłą rodzącą, jest życiem, mocą przezwyciężającą wszystkie inne moce. Nie ma niczego ponad nią. Ona uformowała wszechświat, wprawiła w ruch planety i gwiazdy, dała życie stworzeniom. Ona o nie dba stale podtrzymując przy życiu, ona wprowadza harmonię i porządek, ustala prawa i reguły. Świat, ziemia, ludzkość istnieje do tej pory dzięki niej. Tylko ona buduje jedność, daje szczęście i wieczność.
Dlatego Jezus mówi nam, abyśmy się miłowali wzajemnie. Nie mówi o wielu innych sprawach, które mogą wydawać się być ważnymi w pojęciu ludzkim. Jezus nie podaje wielu różnych przykazań, nakazów, nie daje wielu wskazówek jako tych najważniejszych. Mówi tylko o jednym: o miłości. Gdybyśmy spojrzeli na całą Ewangelię, zobaczylibyśmy, iż jest ona wielkim przesłaniem Miłości. Jest księgą ukazującą Bożą Miłość.
Słowa dzisiejsze Jezus kierował do swoich uczniów. Przygotowywał ich do wielkiej misji budowania Kościoła. Słowa te również kieruje dzisiaj do nas, bowiem i my mamy budować Kościół, Wspólnotę. By to budowanie było trwałe, by było Boże, ma się oprzeć na Miłości, którą przecież jest Bóg. Zauważyliśmy, iż pouczenia, jakie są kierowane do naszej Wspólnoty nieustannie mówią o miłości, jako tej jedynej sile łączącej nas. I do Apostołów Jezus kierował te same słowa. Oni byli powołani do wielkiego Dzieła. Na ich barkach oparł się Kościół. Na naszych ma się dokonać jego odrodzenie.
Wielkość zadania przerastała zarówno apostołów, jak i przerasta teraz nas. Jak cennym jest to pouczenie niech świadczy fakt, iż Kościół, któremu dał początek Jezus na Krzyżu, rozrósł się obejmując sobą całą ziemię. Kościół wziął swój początek z Miłości Ukrzyżowanej, a więc Miłości ofiarnej, pełnej, doskonałej. Jezus oddał życie, a z tej ofiary wyrósł Kościół. Kościół karmi się miłością ofiarną Jezusa. Tak wielką moc ma Miłość! Apostołowie zjednoczeni z Jezusem, mocą Jego miłości pokonywali wszelkie trudności, głosili Dobrą Nowinę i dokonywali cudów. Kościół rozrastał się w szybkim tempie.
Dzisiaj Jezus zaprasza nas do takiego zjednoczenia w Jego miłości. Mówi nam, iż „Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał”. Uwierzmy w moc Miłości. Starajmy się nią żyć. Podejmujmy ją ciągle od nowa. Stale o niej pamiętajmy i pielęgnujmy w sobie. Bowiem jest jedyną siłą, która uczyni z nas prawdziwą Wspólnotę Miłości. Jest jedyną siłą, która może odrodzić Kościół, umocnić go i uczynić potężnym, jak nigdy dotąd. Miłość jest jedyną siłą, która uświęca. Miłość wzajemna jest niejako sprawdzianem prawdziwości uczuć, jakimi darzy się drugą osobę. Zatem starajmy się o tę wzajemną miłość. Starajmy się okazywać miłość słowem, gestem, czynem. Módlmy się za siebie nawzajem z miłością. Myślmy o sobie z miłością. Odrzucajmy wszystko, co jej się sprzeciwia, cokolwiek burzy w nas miłość. Cokolwiek niszczy miłość w naszych relacjach niech będzie odrzucane. Jakiekolwiek myśli, uczucia, czyny poddające w wątpliwość naszą wzajemną miłość, odsuwajmy na bok i do tego nie wracajmy.
Szatan zna ludzką słabość. Wie, że człowiek sam nie potrafi kochać. Natomiast zdolny jest do zawiści, podejrzliwości, pychy, egoizmu. A więc do tego, co jest przeciwieństwem miłości, co ją niszczy. I bazuje na tychże słabościach nieustannie starając się je podsycać, karmić, od nowa wzbudzać. Należy być bardzo czujnym pod tym względem. Nie dać się podejść szatanowi, nie uchylić nawet odrobiny tej furtki w sercu poprzez skłonienie się ku nieżyczliwej myśli o drugiej osobie. Jak niepojętą moc ma Ofiara Jezusa świadczy fakt, iż z tej jednej, jedynej w całej historii Ofiary płynie nadal siła jednocząca Kościół. Z tej ofiary nieustannie płynie miłosierdzie obmywające Kościół. Płynie miłość, która ten Kościół stale stwarza na nowo. Zatem brakiem mądrości i roztropności byłoby pomijać fakt miłości ofiarnej Jezusa, nie zauważać jej, lekceważyć.
My, których powołał i wybrał Bóg, mamy tym bardziej oprzeć się na miłości. Miłość dokona zjednoczenia naszych serc i dusz. Miłość nas scali. Miłość da nam rozwój, wzrost. Miłość uczyni nas pięknymi duchowo. Sprawi, że nasza Wspólnota rozrośnie się. Ze wszystkich stron napływać będą kolejne dusze pragnące żyć tak, jak my – miłością. Nie na darmo Jezus powtarza słowa o miłości wzajemnej. On zna wartość miłości, jej rangę i siłę. On wie, czym jest miłość. Chce, abyśmy i my doświadczyli jej w swoim życiu, na sobie, w swoich rodzinach i środowiskach. I jeszcze jedno. „Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”. To oddawanie życia nie musi oznaczać śmierci fizycznej. Można oddawać swoje życie w inny sposób. Po prostu rezygnować z siebie z miłości do Boga, do drugiego człowieka. Jest to często bardzo trudne, ale jakże owocne. Rozważmy te słowa. Bowiem potrzebna jest ta miłość pośród nas, by jedność nasza była doskonała.
2. Radość Chrystusowa
„…aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna.”
Na ogół naszej radości wiele brakuje do pełni. Trudno nam przychodzi cieszyć się i przeżywać radość całą swą istotą. Niekiedy umiemy co najwyżej powierzchownie i chwilowo się weselić albo sztucznie wprowadzać w stan krzykliwej wesołości przy pomocy kabaretów, rozrywki, chwilowych przyjemności. Czujemy jednak dobrze, że to nie jest prawdziwa radość, która owocowałaby pokojem serca, odprężeniem, optymizmem, nadzieją. Ciągle bowiem coś nam przeszkadza, coś nas od wewnątrz zatruwa, niepokoi i przejmuje lękiem.
W konkretnych przejawach u każdego wygląda to nieco inaczej ale źródło tego niepokoju jest podobne, u każdego z nas źródłem tym jest grzech. Ludzkie sumienie jest bardzo wrażliwe i nie daje się łatwo oszukać. Nawet jeśli przyzwyczai się do grzechu, prędzej czy później okazuje się, że niepokój odkładał się tylko w jakichś głęboko ukrytych pokładach i co jakiś czas daje o sobie znać. A to nie pozwala na przeżywanie radości. Albowiem radość to nie jest tylko chwilowa wesołość, lecz trwała postawa człowiek wobec siebie, życia i innych ludzi.
Takiej trwałej i pełnej radości chce dla nas Chrystus. On wie, że nie możemy jej osiągnąć własnymi siłami, gdyż jest ona darem, który przychodzi do człowieka z zewnątrz. A najważniejszym źródłem i powodem radości jest miłość! Tylko ten, kto umie kochać, potrafi także przeżywać radość. I stąd przykazanie miłości.
Ale czy miłość można narzucić przykazaniem? Przykazaniem rozumianym jako przymus – nie, bo miłość wymaga pełnej wolności, wyboru, który wypłynie z głębin naszej wolnej, nieprzymuszonej woli. Jednakże miłość także nie jest czymś samoistnym. Musi się ona zrodzić w człowieku, przyjść z zewnątrz jako dar, który przyjmujemy i na który odpowiadamy swoją miłością. Jeśli rodzice nie obdarzą dziecka swoją miłością, wyrażoną w czytelnych znakach – pocałunkach, pieszczotach, czułych słowach, cierpliwości, przebaczeniu – dziecko także nie potrafi kochać, a w pierwszym rzędzie nie będzie umiało zaakceptować siebie. W efekcie będzie przeżywało lęki i poczucie osamotnienia, będzie próbowało „kupować” sobie poczucie bezpieczeństwa, podporządkowywać sobie ludzi, będzie za wszelką cenę udowadniać sobie i innym, że jest coś warte. Po prostu: będzie rozpaczliwie szukało podstawy swego istnienia, fundamentu i budulca dla swego życia.
Przez przykazanie miłości Chrystus chce nas uwrażliwić na dar Bożej miłości i płynące z niej życie. To Bóg nas pierwszy umiłował, to On nas wybrał aktem swojej uprzedzającej miłości, to On jest pierwszym jej inicjatorem. Nie musimy więc niczym na tę miłość zasłużyć, nie musimy wyróżniać się spośród innych, czynić różnych zabiegów, by zwrócić na siebie uwagę. Bezwarunkowa Boża miłość i akceptacja każdego z nas, daje nam pełne poczucie bezpieczeństwa. Tym bardziej, że Bóg dał nam najprawdziwszy i najbardziej przekonujący „dowód” miłości – krzyż.
I to jest dopiero właściwy powód do radości: Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. Nie musimy już niczego się bać, o nic troskać, bo Bóg nas kocha pomimo wszystko! A zwłaszcza pomimo grzechu. To nie znaczy, że odtąd możemy grzeszyć do woli. Przecież, jeśli kochamy Boga, jeśli wiemy, że On nas kocha, czy wyrządzimy Mu celowo i świadomie krzywdę? Czyż nie spróbujemy raczej czynić tego, co Mu się będzie podobało? Odkryjemy wtedy, co to znaczy prawdziwa i pełna radość. Radość płynąca z miłości.
3.Przyjaźń Chrystusowa
Z wcześniejszych fragmentów Ewangelii dowiedzieliśmy się już, jaką miłością Jezus darzył swoich przyjaciół (J 11,3-36 opowiadanie o wskrzeszeniu Łazarza). Darzył miłością wszystkich ludzi i za nich umarł na krzyżu. Ta właśnie miłość, okazana w Jego śmierci, dostarcza podstaw do miłości wzajemnej wśród uczniów. I do trwania w niej. Nas także Jezus zaprasza do trwania w Jego miłości. To trwanie jest możliwe dlatego, że On sam pierwszy nas umiłował. A w Nim jesteśmy umiłowani przez Boga Ojca.
Trwanie w miłości Jezusa możliwe jest ze względu na Jego wybór. To nie człowiek wybiera Boga. Człowiek tylko z wdzięcznością odpowiada. Św. Paweł pisze, że został „pochwycony przez Jezusa”.I tak może powiedzieć każda osoba żyjąca świadomie Ewangelią i realizująca chrześcijańskie powołanie. Sami z siebie jesteśmy tylko pustymi naczyniami. Jednak Jezus szuka pustych naczyń i wypełnia je po brzegi. A nawet tak, by się przelewały i nawadniały ziemię, napełniały innych dobrocią i miłością.
Miłość Jezusa nie jest rozdzielona „w równym stopniu” na wielu. Każdy jest i czuje się kochany w sposób niepowtarzalny, jedyny. Inaczej Jezus kocha wrażliwego i łagodnego Jana, inaczej pełnego temperamentu, zdecydowanego, gotowego do poświęceń Piotra, inaczej realistę i sceptyka Tomasza, jeszcze inaczej doktrynera Jakuba czy człowieka interesu, Judasza… Inaczej mnie. Wszyscy uczniowie są jednak w sercu Jezusa.
Trwanie w miłości możliwe jest dzięki przyjaźni Jezusa. W czasach Jezusa tylko nieliczne grono uczniów było dopuszczane do niektórych tajemnic mistrzów czy nauczycieli. Jezus natomiast dzieli z uczniami głęboką autentyczną przyjaźń, która jest oparta o relacje z Ojcem. Jezus nie ma wobec uczniów żadnych tajemnic. To, co jest w Jego sercu, odsłania im stopniowo, w miarę, jak są zdolni je przyjąć i zrozumieć. Przyjaźń Jezusa z uczniami jest prawdziwa, autentyczna, wyzwalająca. Taka przyjaźń nie wiąże, nie krępuje ani nie ogranicza, nie zagarnia wyłącznie dla siebie. Jezus nie traktuje uczniów jak własność, nie zabrania im nawiązywania przyjaźni z innymi. Nie zastrzega sobie prawa wyłączności…
Jezus pozostaje przyjacielem wiernym do końca. Pozostaje przyjacielem, nawet, gdy zostanie opuszczony, zapomniany i zdradzony przez swych uczniów. Jego przyjaźń zwycięża niewierności i tchórzostwo człowieka. Jej szczytem jest wydanie siebie do końca: „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich”.
Podsumowanie
To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem.
Wszyscy dobrze wiemy, że pierwszym i najważniejszym przykazaniem, ogłoszonym przez Pana Jezusa na kartach Nowego Testamentu jest przykazanie miłości. Bo właśnie do miłości został powołany człowiek w momencie, kiedy Bóg uczynił go na swój obraz i podobieństwo. Dlatego też trudno się dziwić Chrystusowym słowom, wypowiedzianym do apostołów w dzisiejszej Ewangelii. Jest to fragment wielkiej mowy pożegnalnej Pana Jezusa, wygłoszonej w czasie Ostatniej Wieczerzy. Słowa te, można by nazwać mianem Testamentu.
Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem. Co oznacza dzisiaj dla nas to Jezusowe wezwanie? Znaczy ono tyle, że jako chrześcijanie, winniśmy jedynym wzorem naszej miłości uczynić Chrystusa. Tak kochać drugiego człowieka, jak Bóg nas kocha. Ale aby móc to uczynić, trzeba nam się najpierw dowiedzieć, jaka jest ta Boża miłość.
Przede wszystkim jest ona miłością wieczną, nigdy się nie kończącą. W księdze proroka Izajasza czytamy: Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie. Choćbyś niewiadomo jak upadł, mówi Bóg, ja nie przestanę Ciebie kochać. Pan Bóg nie ma względu na osoby. Kocha dobrych i złych, katolików i ateistów, świętych i największych grzeszników. Każdego! I do każdego z nas mówi w głębi naszego serca, tak jak do Chrystusa: Tyś jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie.
Bóg kocha nas również miłością bezwarunkową.
Bóg kocha nas bezwarunkowo w tym sensie, że nie istnieje jakikolwiek warunek, który mielibyśmy spełnić, aby być kochanymi przez Boga, gdyż On kocha wszystkich i dobrych i złych, sprawiedliwych i grzesznych.
Boża miłość, to wreszcie ta, która jest zdolna do poświęceń. Wymykająca się niejako spod wszelkiej ludzkiej logiki. To miłość przychodząca 2000 lat temu na ziemię i umierająca na krzyżu za swoich prześladowców. Miłość potężniejsza od śmierci.
Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne.
J 15,18-21
18 Jeśli świat będzie was nienawidził, pamiętajcie, że wcześniej niż was mnie znienawidził. 19 Gdybyście ze świata byli, świat lubiłby to, co swoje. A że ze świata nie jesteście, lecz to ja was sobie ze świata wybrałem, dlatego świat was nienawidzi. 20 Przypominajcie sobie naukę, którą wam przekazałem: Sługa nie jest większy od swego pana. Jeżeli mnie prześladowali, i was prześladować będą. Gdyby naukę moją zachowali, i waszą by zachowali. 21 Jednak to wszystko wam uczynią z powodu mojego imienia, nie znają bowiem Tego, który mnie posłał.
Św. Paweł. Znaczenie „świata”
Istnieje tu nieprzezwyciężalne przeciwstawienie świata i wiary. Istnieje nienawiść świata do tych, którzy uwierzyli Jezusowi –mamy tu do czynienia ze wskazaniem doświadczenia. Pomiędzy ludźmi ze świata i wierzącymi istnieje diametralna różnica w sposobie widzenia rzeczywistości i jej sensu. Granica pomiędzy tymi dwoma światami nie pokrywa się z podziałem na tych, którzy należą do Kościoła i tych, którzy są poza nim. Granica przebiega pomiędzy tymi, których Pan Jezus wybrał i tymi, którzy pozostali poza Jezusem. Przy czym w owym wyborze nie chodzi jedynie o zaproszonych do wspólnoty wierzących w Kościele, ale o żywe doświadczenie spotkania z Jezusem, który jest nie tylko Mesjaszem, ale także Drogą i Prawdą i Życiem. Niektórzy mogą spotkać Go w prawdzie, nie kojarząc zupełnie z postacią Jezusa Chrystusa. Mówi o tym sam Jezus w nauce o sądzie ostatecznym (zob. Mt 25,31–46), a ponadto pisze św. Paweł w odniesieniu do Izraelitów, którzy z Mojżeszem wyszli z Egiptu (zob. 1 Kor 10,4). Jeżeli patrzymy na same słowa w kategoriach pojęciowych, to wybranie i spotkanie mają całkowicie różny sens. Można kogoś wybrać, nie spotykając się z nim i spotkać się z kimś, nie wybierając go. Inaczej jednak jest w sercu: tutaj wybranie i spotkanie jest tym samym. Nie może być mowy o wybraniu bez spotkania, a spotkanie w miłości jest od razu wezwaniem i wybraniem.
Natomiast relacja ze światem jest zewnętrzna i utrzymująca stale w zewnętrzności przy jednoczesnej tendencji do kontroli. Prawdziwa bliskość w spotkaniu stanowi wręcz zagrożenie dla świata, bo wychodzi poza struktury świata, kwestionując ich panowanie. Spotkanie prowadzi do zawierzenia, otwarcia na inność drugiego, a przez to na rezygnację z wszelkiej kontroli. A to, co najbardziej niebezpieczne, to pojawiające się wymaganie gotowości całkowitego poświęcenia się drugiemu aż do śmierci. W ten sposób powstaje nieprzezwyciężalna opozycja między tym, co światowe i tym, co wyrasta z żywej więzi z Bogiem. Każdy z nas musi doświadczyć w sobie samym takiej rozbieżności i wybrać: życie albo śmierć; spotkanie w miłości albo szukanie swego; zawierzenie albo panowanie… Granica przechodzi przez serce każdego z nas. Nie da się jej przekroczyć ot tak, z kaprysu, dla fantazji. Ona kosztuje trud znoszenia prześladowań, które przyjmują różny kształt.
Napisz