Nie ma w Ziemi Świętej grup pielgrzymów, turystów lub zwykłych łazików z plecakami, którzy by w swej wędrówce nie przybyli do Betlejem. Bazylika Bożego Narodzenia w Betlejem jest zawsze pełna zwiedzających, jest to przecież jedno z największych, najważniejszych i najstarszych sanktuariów w Ziemi Świętej. Wśród tych tłumów, w kolejkach do Groty Narodzenia, obok głośno rozmawiających gapiów, przekrzykujących się przewodników trudno o skupienie i nastrój modlitewny. Ponadto podzielone pomiędzy różne wyznania prawa własności w bazylice uniemożliwiają oficjalne nabożeństwa, tym samym głośne śpiewy lub modlitwy. A tak chciałoby się w tym miejscu zaśpiewać kolędę. Szkoda, że nie zawsze pielgrzymi mają wystarczająco czasu, aby zajść do innego sanktuarium w Betlejem, może nie tak ważnego i nie tak wielkiego, ale za to sympatycznego, mianowicie do Groty Mlecznej. Sanktuarium to jest pod wyłączną opieką katolików, a dokładniej franciszkańskiej Kustodii Ziemi Świętej.
Kościółek Groty Mlecznej jest związany z miejscową legendą, a swoim spokojem i intymnością sprawia bardzo przytulne wrażenie. Palestyńska legenda mówi, że Matka Boska w drodze do Egiptu zatrzymała się tutaj, aby nakarmić Niemowlę. Kilka kropli mleka spadło na skalę i w jednaj chwili skala stalą się mlecznobiała.
Wykopaliska archeologiczne wykazały, że miejsce to cieszyło się czcią chrześcijan w okresie bizantyjskim (IV-XI w.) i w czasie podbojów krzyżowców (XI-XIII w.). Odnaleziono z tego okresu groby i posadzki mozaikowe, które w zasadzie układano tylko w kościołach.
Tylko fronton kościoła jest wymurowany z lokalnego kamienia o ciepłej żółto-pomarańczowej barwie. Fronton został ufundowany przez miejscowych arabskich chrześcijan w roku 1935. Wchodząc do środka od razu zauważa się, że wchodzimy do naturalnej groty. W ołtarzu po lewej stronie jest tabernakulum, w którym jest przechowywany Najświętszy Sakrament. Po tłumach i ścisku w Grocie Narodzenia – tu, w Grocie Mlecznej odnajdujemy wreszcie trochę komfortu duchowego. Przyklękamy przed ołtarzem, gdzie Narodzony w Betlejem jest nadal żywy i obecny. Spokój, nieliczni pielgrzymi starają się nie zmącić tej ciszy. A jeżeli grupa pielgrzymów nie przeszkadza innym, może do woli wyśpiewać wszystkie kolędy, które zna.
Każdy ciekawie zagląda w głąb groty, gdzie znajduje się znany obraz Matki Boskiej karmiącej, nawiązujący do lokalnej tradycji. To tutaj przychodzą modlić się miejscowe kobiety, zwłaszcza te oczekujące potomstwa. A co jest całkiem wyjątkowe, jest to chyba jedyne miejsce, gdzie zgodnie modlą się chrześcijanie i muzułmanie. Tutaj przychodzą także kobiety muzułmańskie, zwłaszcza wtedy, kiedy mają problemy z urodzeniem lub wykarmieniem swego dziecka. Każdy z pielgrzymów z ciekawością obserwuje skałę, która jest dosyć dokładnie okopcona dymem świec. W niektórych miejscach, przez stulecia, palce pielgrzymów doskrobały się skały, która pod paznokciem sypie się mleczno-białym pyłem. Skała jest nie tylko biała, jest miękka jak kreda, przystępna, poddana człowiekowi jak dziecko. To tu czuje się nie tylko powagę stuleci i historycznych sanktuariów, tu odczuwa się ciepło i intymność rodzinnej miłości.
Przy wyjściu każdy zatrzymuje się przy niewielkim wgłębieniu skalnym – znajduje się tam rzeźba przedstawiająca świętą Rodzinę podczas ucieczki do Egiptu. Rzeźba swą prostotą przemawia do każdego, stała się obiektem fotografowanym przez wszystkich, ujęciem „widokówkowym”.